Biura generują w Polsce około 200 mld zł wartości dodanej rocznie, co odpowiada blisko 6 proc. PKB.
Bez biur Warszawa i największe miasta regionalne mogłyby tracić około 50 mld zł rocznie wartości gospodarczej, a stolica byłaby mniejsza o ponad 600 tys. mieszkańców.
Świat bez biur oznaczałby większą wygodę i elastyczność pracy, ale także niższą produktywność, słabszą innowacyjność i ograniczenie relacji społecznych wspierających rozwój gospodarczy.
Co by było, gdyby biura nigdy nie powstały?
Biura odpowiadają dziś za około 200 mld zł wartości dodanej rocznie w Polsce, czyli blisko 6 proc. PKB. Bez biur Warszawa i inne największe miasta w Polsce straciłyby około 50 mld zł rocznie, a sama stolica mogłaby być mniejsza o ponad 600 tys. mieszkańców. To jeden z głównych wniosków analizy pokazującej, że choć świat bez biur może wydawać się wygodniejszy i bardziej ekologiczny, jego konsekwencje dla gospodarki oraz rozwoju miast byłyby daleko idące.
Czy można wyobrazić sobie rzeczywistość, w której biura nigdy nie powstały? Każdy pracuje z domu, firmy rekrutują pracowników niezależnie od miejsca zamieszkania, a fizyczna obecność w jednym miejscu nie jest warunkiem współpracy. Z perspektywy jakości życia taki scenariusz wydaje się atrakcyjny. Oznacza więcej czasu, większą elastyczność i mniejszą presję związaną z codziennym przemieszczaniem się. Kluczowe pytanie brzmi jednak, czy byłby to również świat bardziej produktywny, innowacyjny i zamożny.
Biura jako fundament nowoczesnej gospodarki
W debacie o rynku pracy biura często postrzegane są jako koszt operacyjny lub narzędzie organizacji pracy. Ich znaczenie gospodarcze jest jednak znacznie szersze. Biura stanowią fizyczną infrastrukturę, wokół której przez dekady rozwijały się nowoczesne sektory gospodarki opartej na wiedzy.
- Zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Polsce przekraczają obecnie 13 mln mkw., z czego ponad 6 mln mkw. znajduje się w Warszawie. To właśnie wokół centrów biznesowych rozwinęły się sektory usług profesjonalnych, finansowych, technologicznych, doradczych oraz nowoczesnych usług dla biznesu, które w ostatnich trzech dekadach były jednym z najważniejszych motorów wzrostu gospodarczego kraju – mówi Katarzyna Tasarek-Skrok, dyrektor w Dziale Powierzchni Biurowych, Colliers.
W ujęciu ekonomicznym biura pełnią funkcję infrastruktury umożliwiającej koncentrację kapitału ludzkiego i działalności przedsiębiorstw. To właśnie dzięki tej koncentracji możliwe było dynamiczne tworzenie miejsc pracy w sektorach o wysokiej wartości dodanej.
- Szacuje się, że działalność związana z gospodarką biurową odpowiada dziś za około 200 mld zł wartości dodanej rocznie, czyli niemal 6 proc. polskiego PKB. W świecie bez biur podstawowe pytanie nie brzmi więc, dokąd przeniosłaby się ta wartość, lecz raczej – jaka część tej wartości w ogóle mogłaby powstać – dodaje Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Colliers na region Europy Środkowo-Wschodniej.
Premia aglomeracyjna – ukryty silnik wzrostu
Jednym z najważniejszych mechanizmów stojących za sukcesem największych miast jest premia aglomeracyjna. W ekonomii miejskiej pojęcie to opisuje korzyści wynikające z koncentracji ludzi, firm, kapitału i instytucji na ograniczonym obszarze.
Bliskość przedsiębiorstw oraz codzienne interakcje między pracownikami sprzyjają szybszemu przepływowi wiedzy, wymianie doświadczeń i tworzeniu innowacji. To właśnie dlatego w największych metropoliach świata rozwinęły się centralne dzielnice biznesowe. Ich powstanie nie jest przypadkowe, lecz stanowi konsekwencję dążenia do wyższej produktywności i efektywności gospodarczej.
W świecie bez biur ten mechanizm zostałby znacząco osłabiony. Miasta nadal pozostawałyby atrakcyjnymi miejscami do życia, jednak ich zdolność do generowania wzrostu gospodarczego byłaby wyraźnie mniejsza.
Nowy podział korzyści i strat
Zniknięcie biur nie oznaczałoby równomiernego rozłożenia kosztów pomiędzy wszystkie regiony. Część mniejszych ośrodków mogłaby nawet odnieść korzyści z takiego scenariusza.
Brak konieczności codziennych dojazdów i stałej obecności w biurze zwiększyłby skłonność do zamieszkiwania poza największymi metropoliami. Aktywność gospodarcza zostałaby rozproszona na mniejsze miasta, a część dochodów obecnie koncentrujących się w największych ośrodkach trafiłaby do szerszej grupy regionów.
- Według analiz korzyści wynikające z takiego rozproszenia aktywności mogłyby sięgać około 30 mld zł rocznie. Problem polega jednak na tym, że jednocześnie Warszawa oraz największe miasta regionalne straciłyby około 50 mld zł rocznie wartości gospodarczej. Ostateczny bilans oznaczałby gospodarkę mniejszą o około 20 mld zł rocznie – zaznacza Grzegorz Sielewicz.
Analiza ekonomiczna wskazuje więc, że korzyści wynikające z decentralizacji nie zrekompensowałyby utraty efektów aglomeracyjnych generowanych przez największe centra biznesowe.
Najbardziej widoczne skutki można zaobserwować na przykładzie Warszawy. Rozwój stolicy po 1990 roku był w dużym stopniu związany z rozwojem rynku pracy dla pracowników umysłowych oraz koncentracją nowoczesnych usług biznesowych.
Szacuje się, że od 60 do 70 proc. migracji do Warszawy miało bezpośredni lub pośredni związek z rynkiem pracy sektora „białych kołnierzyków”. W świecie bez biur znaczna część tych migracji nie miałaby miejsca. Przy założeniu, że około dwóch trzecich migracji ekonomicznych do stolicy nie nastąpiłoby, Warszawa mogłaby być dziś mniejsza o ponad 600 tys. mieszkańców. Oznaczałoby to populację na poziomie około 1,3 mln osób zamiast obecnych 1,9 mln.
Taki scenariusz miałby istotne konsekwencje finansowe. Niższe wpływy z PIT i CIT ograniczyłyby możliwości finansowania infrastruktury, transportu publicznego, edukacji, kultury oraz usług społecznych.
Gdy dom staje się biurem
Brak biur wpłynąłby również na sposób projektowania mieszkań. Obecnie lokale powstają przy założeniu, że znaczna część aktywności zawodowej odbywa się poza miejscem zamieszkania.
Gdyby praca od początku była wykonywana wyłącznie w domu, standardy mieszkaniowe wyglądałyby inaczej. Przeciętne mieszkanie musiałoby posiadać dodatkową przestrzeń przeznaczoną do pracy. Oznaczałoby to wzrost średniego metrażu o około 15 mkw. W praktyce przeciętna powierzchnia domu lub mieszkania wzrosłaby z około 75 mkw. według danych GUS do około 90 mkw.
Zmianie uległyby również ceny nieruchomości. Obecnie wysokie wartości mieszkań w centralnych lokalizacjach wynikają między innymi z bliskości miejsc pracy. W świecie bez biur znaczenie tego czynnika byłoby znacznie mniejsze.
Relatywnie tańsze mogłyby stać się mieszkania w śródmieściach, natomiast większą premię cenową uzyskiwałyby nieruchomości oferujące komfort pracy zdalnej, większą powierzchnię oraz wyższą jakość życia. Najważniejszym argumentem sprzedażowym przestałaby być lokalizacja, a stałaby się nim funkcjonalność mieszkania.
Wygoda pracy zdalnej a koszt społecznej izolacji
Brak codziennych dojazdów do biur wpłynąłby również na sposób funkcjonowania miast oraz kierunki inwestycji publicznych.
Mniejsza presja na transport mogłaby ograniczyć skalę rozwoju metra czy sieci tramwajowych. Część środków publicznych zostałaby przekierowana na rozwój infrastruktury cyfrowej, w tym światłowodów, sieci 5G i 6G oraz rozwiązań poprawiających efektywność energetyczną mieszkań.
Zmieniłaby się także struktura wydatków gospodarstw domowych. Mniej środków trafiałoby do usług związanych z codziennymi dojazdami do pracy, a więcej przeznaczano by na wyposażenie mieszkań, energię oraz technologie wspierające pracę zdalną.
Najważniejsze konsekwencje dotyczyłyby jednak relacji społecznych. Mniejsza liczba spontanicznych kontaktów oznaczałaby słabszy przepływ wiedzy pomiędzy ludźmi oraz większe ryzyko funkcjonowania organizacji w zamkniętych silosach.
Wygodniejszy świat, ale czy lepszy?
Świat pozbawiony biur byłby prawdopodobnie wygodniejszy, bardziej elastyczny i mniej obciążający logistycznie. Mniejsza liczba dojazdów, większa swoboda wyboru miejsca zamieszkania oraz bardziej równomierny rozwój regionów to korzyści, których nie można ignorować.
Jednocześnie korzyści te miałyby swoją cenę. Słabsza produktywność, niższa innowacyjność oraz ograniczenie efektów wynikających z koncentracji ludzi, firm i wiedzy oznaczałyby wolniejsze tempo wzrostu gospodarczego.
Dlatego dyskusja o przyszłości biur nie powinna sprowadzać się wyłącznie do oceny efektywności pracy zdalnej. Znacznie ważniejsze jest zrozumienie roli, jaką biura odgrywają w szerszym ekosystemie gospodarczym i społecznym.
Rola relacji w przestrzeni biurowej
Świat bez biur to nie tylko wyzwanie ekonomiczne, ale przede wszystkim potencjalny kryzys relacji społecznych.
Biura pozostają jednym z ostatnich miejsc, w których naturalnie budowane są tzw. „słabe więzi” – pojęcie wprowadzone w latach 70. XX wieku przez socjologa Marka Granovettera. O ile silne więzi, takie jak relacje rodzinne i przyjacielskie, zapewniają poczucie bezpieczeństwa, o tyle właśnie słabsze relacje, nawiązywane z osobami pochodzącymi z różnych środowisk i działów organizacji, wspierają rozwój, innowacyjność oraz tworzenie nowych szans zawodowych.
Dane z platformy LinkedIn oraz badania Microsoftu potwierdzają, że praca zdalna drastycznie ogranicza spontaniczną wymianę myśli i zamyka ludzi w homogenicznych silosach informacyjnych. Izolacja, choć początkowo wygodna, w sposób cichy i systemowy osłabia tkankę społeczną oraz kapitał relacyjny, którego nie sposób później odtworzyć przed ekranem komputera.